wtorek, 5 maja 2015

`seventh


Upsi... Welcome back! Po 2 miesiącach.
Kurde, zbierałam się tyle czasu do napisania!
Nie wiem czemu tak długo to trwało... Dużo się dzieję ostatnio i po prostu kiedy mam chwilę, że mogę usiąść i nie robić zupełnie NIC to to robię - mimo, że coś tam czeka jednak do roboty, haha.
No i zaniedbałam te miejsce, a tak bardzo chcę, żeby wisiało w sieci.
Nie tyle dla Was co dla mnie.
Po tych dwóch miesiącach przerwy, usiadłam i poczytałam co i jak pisałam wcześniej... Aż się wzruszyłam, haha. Wspomnienia i zdjęcia to jedna z piękniejszych rzeczy jakie mamy w życiu, serio.
Wracając do tematu...

Może jeszcze słowami wstępu chciałam zaznaczyć - TAK, JESTEM W GRUPIE #staruchyKwiata. Co więcej - jestem adminką, jedną z założycielek w sumie. NIE, NIE ŻAŁUJĘ. Pomimo tego, że mega dużo osób ma ból dupy, ale Kwiat to przewidział i byłyśmy na to przygotowane także luzik arbuzik.

_________________________________________________________________________________

Cofamy się wspomnieniami do 20.12.14r. - koncercik w Lublinie, galeria Felicity.
Z tym koncertem to taki trochę spontan był... Na święta miała przylecieć z Londynu moja siostrzenica Zuzka i postawiłam sobie za cel wkręcenie jej w Dawida, haha. Ale na przeszkodzie stała jej mama, a moja siostra. Typowe dla matki 13latki, że nie chce puścić jej z 20letnią ciotką w świat... No i tak jakoś nie udało nam się z Poznaniem, itd. ALE! Gośka mieszka niedaleko Lublina, zaproponowała nam nocleg i dzięki temu mogłyśmy jechać na koncert, jupi! <3

Musiałyśmy wstać bardzo wcześnie, nie pamiętam konkretnie. Zuza była na pół przytomna, haha! I raczej średnio chętna na wycieczki - no ale ukochanej ciotce zależy to cóż... Zebrałyśmy się w jedną całość, albo dwie całości, wsiadłyśmy w auto i hej ho!



Kierunek Sokołów Podlaski. Tata z siostrą podwieźli nas na autobus do Lublina, przez Radzyń Podlaski. Tam dołączyła do nas Gosia i nakręcone, ale wymęczone jechałyśmy do celu. W Lublinie byłam pierwszy raz w życiu, chyba. Na szczęście Gośka ogarniała jako tako i jakimś cudem dotarłyśmy do galerii, gdzie miał odbyć się koncert. Lekko się pogubiłyśmy w środku, ale znalazłyśmy scenę i usiadłyśmy na podłodze, jakoś może w trzecim rzędzie. Była jakaś akcja, że jak wydasz 100zł w galerii to dostaniesz płytę Dawida z autografem, czy jakoś tak. Gosie opanował szał przedświątecznych zakupów - czego się nie zrobi dla nowej płyty, haha! A my z młodą jak sieroty siedziałyśmy i czekałyśmy.







Wyszedł na scenę ziomuś, który prowadził imprezę i wszyscy wstali, oprócz nas, haha. Ale oczywiście zaczęły się zbierać nowe osoby i władowały się między stojących, a siedzących. Kiedy typek zszedł ze sceny, a tamci zaczęli siadać to oczywiście standardowo jak to na koncertach - morda poszła w ruch i sapy 'PRZESUNĄĆ SIĘ'. Boże jaka ja byłam wkur... na tych ludzi, myślałam, że gołymi rękoma pozabijam. Kto im kazał wstawać i siadać miliard razy! Siedzisz to siedź do cholery, a nie się dziwisz, że ludzie wykorzystują sytuację i robi się ciaśniej. Ostatecznie nas wypchali i stałyśmy w jakimś 10 rzędzie - EXTRA. Na szczęście wszystkie trzy mamy dość dobry wzrost, a ludzie w Lublinie byli dość niscy... Niektórych było mi nawet żal, ledwo sięgali wzrokiem do mojego pępka, a co dopiero gdzieś wyżej w kierunku sceny. :(

Standardowo spóźniony panicz Kwiatkowski wytoczył się na scenę i wtedy siostrzenica mi oszalała. Koncert jak zwykle dla mnie - super! Chyba większa część fanów była pierwszy raz, bo zamiast szaleć i się bawić to gapili się jak na święty obrazek, haha. Nie wiem czy oni to wyłapali, czy taki był zamysł od początku, ale nie zagrali pełnego koncertu - niestety. Ja w swoim żywiole, szalałam ze zdjęciami - jedno nawet Dawid wrzucił na bloga w styczniu, huehue. :)









































No i jak zwykle - ZA SZYBKO - minęła cała impreza. Na sam koniec Kwiat rzucił wodą prosto w mój łeb, ale akurat spojrzałam sobie w podłogę i kiedy podniosłam wzrok butelka była 10cm od moich oczu... Kwiatonatorki rzuciły się na nią i prawie dławiły od picia, haha. No i koniec, buziaki, PAPA! Kierunek szatnia po odbiór kurteczek. W międzyczasie wybadałam jak Dawid ma zamiar dostać się na parking i postanowiłyśmy tam iść. Oczywiście nim się zebrałyśmy, to ochrona się już rozeszła, a to był znak, że Dawid pojechał. Mimo to wsiadłyśmy do windy i zjechałyśmy w dół. Otwierają się drzwi, a tam zapłakana dziewczynka z tekstem 'już pojechał, łeee'. Biedna była, ale śmiać mi się chcę na samo wspomnienie... Takie urocze! <3 Wyszłyśmy na ten parking i zobaczyłyśmy jakieś 200 osób biegających w stadzie po parkingu, kolejny komiczny widok. Zrobiłam zdjęcia i wróciłyśmy po kurtki.



Niestety hotelowego informatora odnalazłyśmy dopiero kolejnego dnia, kiedy już byłyśmy w Radzyniu i zbierałyśmy się do Siedlec, a później do domku. I tak skończyła się przygoda z Zuzką i Gosią w Lublinie.



Było na serio mega super! Jakoś tak wyjątkowo... Zuzka to się tak wkręciła w Młodego, że masakra, haha! Ciągle o nim, na każdym kroku. Na święta dostała bransoletkę 'KWIAT' & najnowszą płytę Dawida - taka była zadowolona, aż się popłakałam, upsi. Zaczęłyśmy wtedy planować żebym pojechała do Londynu na 19.04.15r. - koncert Dawida na Wembley, ale wtedy to były tylko nasze marzenia, bo wiadomo - kasa, hajsy, yhh. A teraz to już NAJPIĘKNIEJSZE wspomnienia, jakie to życie nieprzewidywalne.

Z tego miejsca chcę bardzo podziękować Gosi za gościnę i ogarnięcie tego całego wydarzenia, buzi! <3
Mam nadzieję, że kiedyś może uda nam się coś podobnego powtórzyć jakąś większą ekipą, bo oczywiście tam w Lublinie była Mileniania też, ale wtedy jeszcze się nie znałyśmy oficjalnie, haha.


_________________________________________________________________________________

Następny wpis na dniach, przysięgam!
Sama sobie w sumie...
Chyba nadchodzi moment na 11.01.15r. - Piaseczno, czyli przełomowy moment!

DOBRANOC, dygusia!

PS. Kciukasy trzymamy za moich maturzystów! <3